<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Świento prawda, tys prawda i gówno prawda	</title>
	<atom:link href="https://f-lex.pl/swiento-prawda-tys-prawda-i-gowno-prawda/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://f-lex.pl/swiento-prawda-tys-prawda-i-gowno-prawda/</link>
	<description>Fotografia i Prawo</description>
	<lastBuildDate>Wed, 15 May 2019 23:39:21 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>
		Autor: Koovert		</title>
		<link>https://f-lex.pl/swiento-prawda-tys-prawda-i-gowno-prawda/#comment-2344</link>

		<dc:creator><![CDATA[Koovert]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 27 Aug 2016 11:36:59 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.f-lex.pl/?p=8241#comment-2344</guid>

					<description><![CDATA[W kategoriach obecnie obowiązującego prawa - oczywiście ma Pan rację.

Natomiast miałbym jednak pewne uwagi odnośnie porównania prawa własności i praw autorskich.

Patrząc na nie przez rys historyczny, początkowo takich praw w ogóle nie było. Potem, bodajże w Wenecji, pojawiły się, ale nie jako &quot;słuszna własność autora&quot; tylko jako bodziec do tworzenia i/lub importowania książek. Działały bardzo podobnie do ochrony patentowej, i, jak dla mnie, idea stojąca za prawem autorskim i patentowym jest taka sama. Ochrona własności (prawa majątkowe, czasowy monopol, zwał jak zwał) miały zachęcić do generowania treści kusząc dodatkowym zyskiem, z którego inni nie mogli skorzystać. Poza tym ochrona ta nie była zbyt długa, i w dodatku jej okres liczył się od czasu rozpowszechnienia dzieła, a nie śmierci artysty. A mówię o czasach, w których obieg informacji był znacznie wolniejszy! Ochrona na początku trwała 10 lat, z opcją przedłużenia o ten samo okres. 20 lat u schyłku średniowiecza to moment. Zanim nowe dzieło zdążyło w pełni rozprzestrzenić się po świecie jego ochrona już wygasała. Przyznam, nie było to zbyt fortunne. Ale dziś? Spójrzmy na film: premiera w kinie, dystrybucja na DVD/BR, płatne kanały TV, ogólnodostępna telewizja. Po 10 latach film wygenerował większość przychodów, które był w stanie zapewnić i utonął w oceanie innych. Ale film z początku lat 90-tych jest chroniony nie mniej niż premiera kinowa, mimo, że stał się już częścią kultury, z której inni mogliby swobodnie korzystać, tworząc na przykład dzieła zależne.

Za każdym prawem stoi idea, która mu przyświeca. Prawo własności wcale nie jest &quot;święte&quot;. Prawo własności wynika ze społecznej umowy i jest po to, żeby nie obawiać się o własne dobra, nie musieć ich bronić siłą, umożliwić akumulowanie bogactwa, planować swoją przyszłość?

A prawo własności intelektualnej nie jest prawem &quot;własności&quot; per se, o czym Pan, jako prawnik i twórca zapewne wie.
&quot;Prawa autorskie nie mogą być uważane ani za prawa rzeczowe w ścisłym znaczeniu, ani za prawa osobiste, czyli nie dadzą się podciągnąć pod żadną z dwóch kategorii, na które cywiliści prawa majątkowe w ogóle dzielić zwykli. Z prawami rzeczowymi mają one to tylko wspólne, że są absolutne, tj. mają sobie zapewnioną obronę przeciwko każdemu gwałcicielowi. Ale natura ich obiektu nie dopuszcza, ażeby prawa te, jakkolwiek absolutne, uważane mogłyby być za prawa rzeczowe, które muszą się odnosić do materialnego przedmiotu. Nie pozostaje tedy nic innego, jak przyznać, że w systemie praw cywilnych, jakim go do nas prawo rzymskie przyniosło, nie ma miejsca na prawa autorskie. Skoro jednak słuszność i interes społeczeństwa wymagają ich uznania, należy im w rzędzie praw uznanych wyznaczyć nowe, osobne miejsce&quot; [Markiewicz, 1876]

Dziś, rozmawiając o społeczeństwie informacyjnym, zamiast ostrzeliwać się ze skrajnych pozycji paragrafami, można porozmawiać o idei, jaka stoi za tym prawem. A jaka idea stoi za prawem autorskim?
Sądzę, że chodzi o skłonienie ludzi do tworzenia. Owszem, niektórzy tworzyliby i bez ochrony prawnej, bo nie zależałoby im na gratyfikacji, albo liczyliby na coś w rodzaju mecenatu. Ale to rozwiązania z zamierzchłych czasów, nie pozwalające planować utrzymywania się z tworzenia. Zapewnienie możliwości zarobkowania z tworzenia pozwala na tworzenie dużych dzieł (myślę na przykład o filmach), albo profesjonalizację zawodu twórcy.
Chronimy twórczość nie dlatego, że jest czyjaś, że jest czyjąś własnością, tylko dlatego, że chcemy, żeby było jej więcej. Czasowy monopol jest więc wyjątkiem od zasady, że z dzieł można korzystać. Dzieło jest informacją w czystej postaci, bo rozpatrujemy je w oderwaniu od jego fizycznej formy. Informacją. Wiedzą. A wiedza powinna krążyć, być rozwijana przez innych, bo zapewnia rozwój. Z odpowiednią gratyfikacją dla osoby, która ją wytworzyła: stąd czasowy jej monopol.

Niestety, przez lata ta idea została wypaczona. Nie chronimy już dzieł X lat od czasu publikacji, tylko od śmierci autora. Po co? Dlaczego? Czy racjonalny prawodawca liczy, że perspektywa wyżywiania własnej rodziny z tantiem na trzy pokolenia do przodu skłoni do twórczości bardziej, niż &quot;jedynie&quot; dożywotni przychód? I nie jest to nowy argument: w 1920 Fryderyk Zoll pisał: &quot;w zasadzie powinno prawo autorskie gasnąć ze śmiercią twórcy - jeżeli się przedłuża ochronę po śmierci ze względu na spadkobierców, to już jest koncesja o podłożu oportunistycznym, to już nie jest prawo twórcy&quot;. W tym samym okresie Litauer pisał, że &quot;[w] terminie ochrony praw autora tkwi idea pogodzenia sprzecznych interesów materialnych autora i kulturalnych społeczeństwa&quot;, &quot;termin przypadkowy od śmierci autora, ściśle biorąc, nie jest właściwy, powinien być raczej liczony od daty wydania dzieła.&quot; &quot;Towarzystwo literackie w Petersburgu na podstawie danych statystycznych wywodziło, że termin 50-letni pozbawiony jest dla większości autorów praktycznego znaczenia, ponieważ utwory ich o wiele wcześniej tracą powab na rynku księgarskim.&quot;

Dzisiejsze prawo jest skrojone pod osoby prawne, a nie osoby fizyczne. To one mają z niego największe korzyści, szczególnie w takim kształcie. Mam wrażenie, że każdy profesjonalny, ale jednoosobowy Twórca, zawzięcie broniący swojej ?własności?, nieświadomie lobbuje za rozwiązaniami, na których to wcale nie on skorzysta. Bo o ile z prawie wszystkimi Pana ripostami do zacytowanego tekstu się zgadzam, to rozsądne jest jednak stwierdzenie: ?Wyznaję generalną zasadę: prawo autorskie musi chronić prawa twórców do swojej własności, ale jednocześnie musi gwarantować odpowiedni dostęp do treści dla konsumentów?. Z tym, że jeszcze ważniejszy niż dostęp do treści dla konsumentów, jest dostęp dla innych twórców.

Oczywiście, mówię jedynie o prawach majątkowych, ponieważ uznanie autorstwa i praw osobiste są dla mnie bezsporne, a ich naruszenie nigdy nie ma uzasadnienia.

Ech, miałem napisać tylko odnośnie złudnej ?własności?, co zamyka się w jednym cytacie, ale trochę za bardzo rozpisałem. Mam nadzieję, że nie będzie mi Pan miał tego za złe.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W kategoriach obecnie obowiązującego prawa &#8211; oczywiście ma Pan rację.</p>
<p>Natomiast miałbym jednak pewne uwagi odnośnie porównania prawa własności i praw autorskich.</p>
<p>Patrząc na nie przez rys historyczny, początkowo takich praw w ogóle nie było. Potem, bodajże w Wenecji, pojawiły się, ale nie jako &#8222;słuszna własność autora&#8221; tylko jako bodziec do tworzenia i/lub importowania książek. Działały bardzo podobnie do ochrony patentowej, i, jak dla mnie, idea stojąca za prawem autorskim i patentowym jest taka sama. Ochrona własności (prawa majątkowe, czasowy monopol, zwał jak zwał) miały zachęcić do generowania treści kusząc dodatkowym zyskiem, z którego inni nie mogli skorzystać. Poza tym ochrona ta nie była zbyt długa, i w dodatku jej okres liczył się od czasu rozpowszechnienia dzieła, a nie śmierci artysty. A mówię o czasach, w których obieg informacji był znacznie wolniejszy! Ochrona na początku trwała 10 lat, z opcją przedłużenia o ten samo okres. 20 lat u schyłku średniowiecza to moment. Zanim nowe dzieło zdążyło w pełni rozprzestrzenić się po świecie jego ochrona już wygasała. Przyznam, nie było to zbyt fortunne. Ale dziś? Spójrzmy na film: premiera w kinie, dystrybucja na DVD/BR, płatne kanały TV, ogólnodostępna telewizja. Po 10 latach film wygenerował większość przychodów, które był w stanie zapewnić i utonął w oceanie innych. Ale film z początku lat 90-tych jest chroniony nie mniej niż premiera kinowa, mimo, że stał się już częścią kultury, z której inni mogliby swobodnie korzystać, tworząc na przykład dzieła zależne.</p>
<p>Za każdym prawem stoi idea, która mu przyświeca. Prawo własności wcale nie jest &#8222;święte&#8221;. Prawo własności wynika ze społecznej umowy i jest po to, żeby nie obawiać się o własne dobra, nie musieć ich bronić siłą, umożliwić akumulowanie bogactwa, planować swoją przyszłość?</p>
<p>A prawo własności intelektualnej nie jest prawem &#8222;własności&#8221; per se, o czym Pan, jako prawnik i twórca zapewne wie.<br />
&#8222;Prawa autorskie nie mogą być uważane ani za prawa rzeczowe w ścisłym znaczeniu, ani za prawa osobiste, czyli nie dadzą się podciągnąć pod żadną z dwóch kategorii, na które cywiliści prawa majątkowe w ogóle dzielić zwykli. Z prawami rzeczowymi mają one to tylko wspólne, że są absolutne, tj. mają sobie zapewnioną obronę przeciwko każdemu gwałcicielowi. Ale natura ich obiektu nie dopuszcza, ażeby prawa te, jakkolwiek absolutne, uważane mogłyby być za prawa rzeczowe, które muszą się odnosić do materialnego przedmiotu. Nie pozostaje tedy nic innego, jak przyznać, że w systemie praw cywilnych, jakim go do nas prawo rzymskie przyniosło, nie ma miejsca na prawa autorskie. Skoro jednak słuszność i interes społeczeństwa wymagają ich uznania, należy im w rzędzie praw uznanych wyznaczyć nowe, osobne miejsce&#8221; [Markiewicz, 1876]</p>
<p>Dziś, rozmawiając o społeczeństwie informacyjnym, zamiast ostrzeliwać się ze skrajnych pozycji paragrafami, można porozmawiać o idei, jaka stoi za tym prawem. A jaka idea stoi za prawem autorskim?<br />
Sądzę, że chodzi o skłonienie ludzi do tworzenia. Owszem, niektórzy tworzyliby i bez ochrony prawnej, bo nie zależałoby im na gratyfikacji, albo liczyliby na coś w rodzaju mecenatu. Ale to rozwiązania z zamierzchłych czasów, nie pozwalające planować utrzymywania się z tworzenia. Zapewnienie możliwości zarobkowania z tworzenia pozwala na tworzenie dużych dzieł (myślę na przykład o filmach), albo profesjonalizację zawodu twórcy.<br />
Chronimy twórczość nie dlatego, że jest czyjaś, że jest czyjąś własnością, tylko dlatego, że chcemy, żeby było jej więcej. Czasowy monopol jest więc wyjątkiem od zasady, że z dzieł można korzystać. Dzieło jest informacją w czystej postaci, bo rozpatrujemy je w oderwaniu od jego fizycznej formy. Informacją. Wiedzą. A wiedza powinna krążyć, być rozwijana przez innych, bo zapewnia rozwój. Z odpowiednią gratyfikacją dla osoby, która ją wytworzyła: stąd czasowy jej monopol.</p>
<p>Niestety, przez lata ta idea została wypaczona. Nie chronimy już dzieł X lat od czasu publikacji, tylko od śmierci autora. Po co? Dlaczego? Czy racjonalny prawodawca liczy, że perspektywa wyżywiania własnej rodziny z tantiem na trzy pokolenia do przodu skłoni do twórczości bardziej, niż &#8222;jedynie&#8221; dożywotni przychód? I nie jest to nowy argument: w 1920 Fryderyk Zoll pisał: &#8222;w zasadzie powinno prawo autorskie gasnąć ze śmiercią twórcy &#8211; jeżeli się przedłuża ochronę po śmierci ze względu na spadkobierców, to już jest koncesja o podłożu oportunistycznym, to już nie jest prawo twórcy&#8221;. W tym samym okresie Litauer pisał, że &#8222;[w] terminie ochrony praw autora tkwi idea pogodzenia sprzecznych interesów materialnych autora i kulturalnych społeczeństwa&#8221;, &#8222;termin przypadkowy od śmierci autora, ściśle biorąc, nie jest właściwy, powinien być raczej liczony od daty wydania dzieła.&#8221; &#8222;Towarzystwo literackie w Petersburgu na podstawie danych statystycznych wywodziło, że termin 50-letni pozbawiony jest dla większości autorów praktycznego znaczenia, ponieważ utwory ich o wiele wcześniej tracą powab na rynku księgarskim.&#8221;</p>
<p>Dzisiejsze prawo jest skrojone pod osoby prawne, a nie osoby fizyczne. To one mają z niego największe korzyści, szczególnie w takim kształcie. Mam wrażenie, że każdy profesjonalny, ale jednoosobowy Twórca, zawzięcie broniący swojej ?własności?, nieświadomie lobbuje za rozwiązaniami, na których to wcale nie on skorzysta. Bo o ile z prawie wszystkimi Pana ripostami do zacytowanego tekstu się zgadzam, to rozsądne jest jednak stwierdzenie: ?Wyznaję generalną zasadę: prawo autorskie musi chronić prawa twórców do swojej własności, ale jednocześnie musi gwarantować odpowiedni dostęp do treści dla konsumentów?. Z tym, że jeszcze ważniejszy niż dostęp do treści dla konsumentów, jest dostęp dla innych twórców.</p>
<p>Oczywiście, mówię jedynie o prawach majątkowych, ponieważ uznanie autorstwa i praw osobiste są dla mnie bezsporne, a ich naruszenie nigdy nie ma uzasadnienia.</p>
<p>Ech, miałem napisać tylko odnośnie złudnej ?własności?, co zamyka się w jednym cytacie, ale trochę za bardzo rozpisałem. Mam nadzieję, że nie będzie mi Pan miał tego za złe.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
