Aniołki Prezesa

autor: dar_wro

Dzisiejszy wpis, wbrew pozorom, nie jest polityczny, ma na celu pokazać konsekwencje wynikające z pewnych naszych działań. Dziękować Bogu, że żyjemy w demokratycznym kraju (chociaż prezes od aniołków ma chyba inne zdanie w tej kwestii) i każdy sam decyduje kogo popiera i na kogo będzie głosował. Są jednak też niezdecydowani i to do nich kierowane są akcje typu Tuskobus, czy inne wyborcze gadżety. W poprzednich wyborach Joanna Kluzik-Rostkowska, a teraz nowe panie postanowiły być twarzami wyborczymi pewnej partii politycznej. Dorosłe kobiety, to wiedzą co czynią. Każdy ma prawo samemu dysponować swoim wizerunkiem (no w końcu przecież to dobro osobiste). Przy okazji Wizerunku – nie zawsze – politycznego przywołałem pewne orzeczenie sądowe dotyczące wyborów (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt I Aca158/09). Jak ulał pasuje ono do ostatnich informacji, zamieszczonych przez środki masowego przekazu, o aniołkach. Kluzik Rostkowska była już wcześniej znana i z innych „powodów” można było publikować jej wizerunek. Nowe aniołki są… nowe. Twarze i nazwiska nieznane powszechnie. Ale do czasu. To już nie wróci. Z uzasadnienia przywołanego wyroku sądu należy wywnioskować, że nowe aniołki poprzez fakt włączenia się w rywalizację partii politycznych w kampanii wyborczej, użyczyły własnego wizerunku dla celów związanych z promocją jednej partii, co powoduje, że mogą być uznane za osoby powszechnie znane. Skoro aniołki prezesa są osobami powszechnie znanymi, to tym samym każdy fotograf będzie miał możliwość skorzystania z ustawowej zgody na publikację ich wizerunku, w ramach upoważnienia ustawowego zawartego w art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy (Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych.)

Do pewnego wydawnictwa ostatnio wpłynął wniosek o usunięcie z internetu wywiadu z panią prawnik z czasów, kiedy nie była jeszcze prawnikiem. Tekst nie jest obraźliwy, a pani opowiada o swoich pasjach i zamiłowaniach. Problem polega na tym, że w wyszukiwarkach po wpisaniu nazwiska owej pani pojawia się na pierwszym miejscu link do wywiadu, zamiast do informacji o jej poczynaniach zawodowych. Piszę o tym tylko po to, aby pokazać, że konsekwencje pewnych działań i naszych decyzji, mogą ciągnąć się za nami latami.

Czas na morał ;-).
Kto chce być aniołkiem lub diabełkiem tego lub owego prezesa, powinien pamiętać, że nie da się tego tak po prostu w przyszłości wymazać, a poza tym traci się w pewnym zakresie prawo do prywatności.

Dla fotografa dobra wiadomość: uzyskałeś ustawowe przyzwolenie na publikację wizerunku aniołka.

0 komentarz
0

Może Ci się również spodobać

Napisz komentarz

Strona korzysta z cookies. Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza. Możesz oczywiście tą funkcję wyłączyć w swojej przeglądarce. Akceptuję Czytaj więcej

error: Uwaga: Treść jest chroniona !!