Czeski Hrad w słonecznej Pradze

Perypetie warsztatowe

autor: dar_wro
47 komentarzy

Update 23.05.12. Zerknijcie do PS2.
Update 22.05.12. Zerknijcie do PS1.

Ostatnio coraz częściej tematy na F-LEX’a podsyłają sami czytelnicy, za co im w tym miejscu serdecznie dziękuję. Dzisiejszy temat podesłała Paulina i wiąże się on z Panem „Push The Button”, o którym pisałem w „Autoportrecie”.

Paulina uczestniczyła w warsztatach fotograficznych (zaprzyjaźniony redaktor z DFV prosił, aby od razu na wstępie napisać, że to nie były ichnie warsztaty – w tym momencie jego wola została spełniona 😉 ). Po warsztatach zaczęły się pewne schody. Może najprościej będzie, jak przytoczę fragment e-maila, jaki otrzymałem.

Chodzi mianowicie o warsztaty fotograficzne, na których ostatnio byłam. Kilku fotografów, wynajęte modelki, wspólna stylizacja złożona z przywiezionych przez nas rzeczy i fotografowanie modelek w kilkuosobowych podgrupach. W umowie zastrzeżone mieliśmy, że każdą publikację zdjęć należy opatrzyć linkiem do organizatora warsztatów. Po publikacji jednego ze zdjęć, zostałam oskarżona o “kradzież ujęcia”, tj. nie pozwolono mi opublikować zdjęcia, ponieważ było w opinii organizatorki zbyt podobne do zdjęcia, które ona sama w tym momencie wykonywała. Nadmienię, że w tym momencie zdjęcia robiła cała podgrupa, innej osobie pozwolono na publikację ponieważ “stała bardziej z boku”.

Na dodatek dowiedziałam się, że “naciśnięcie spustu nie czyni ze mnie autora”, ponieważ to nie ja znalazłam miejsce, układałam modelkę itp. Sytuacja wydaje mi się zaiste absurdalna, ponieważ IMO w świetle prawa to właśnie wyzwolenie migawki czyni ze mnie autora dzieła, no, może współautorką – wspólnie z makijażystką, autorem stylizacji (notabene, akurat tej stylizacji byłam współautorką) itp.

Stąd moje pytanie – czy można w takiej sytuacji zabronić mi publikacji zdjęcia? Tym bardziej, że był to płatny zjazd, z opłaconymi modelkami, służący wspólnemu wykonywaniu zdjęć… Jak się ustrzec przed takimi oskarżeniami i praktykami?

Teza nr 1.
Naciśnięcie spustu migawki czyni z fotografującego twórcę.

To prawda, ale nie zawsze. Pisałem o tym zarówno w „Autoportrecie”, jak i w „Współsprawstwie” oraz „Powtórce”. Mogą zaistnieć sytuacje, w których Pan „Push the Button” nie staje się twórcą.

Teza nr 2.
Zostałam oskarżona o kradzież ujęcia .

Doprawdy ujęcia nie można ukraść. O podobnych sytuacjach było na F-LEX w „Inspiracja, czy utwór zależny”.  Chciałbym zwrócić również uwagę, że taki zarzut stawiany przez organizatora warsztatów (czyli imprezy, gdzie z założenia uczestnicy będą robić podobne zdjęcia, w podobnych,  a nawet takich samych warunkach i z takimi samymi parametrami ekspozycji), stawia go w dwuznacznym świetle. Warte jest bowiem podkreślenia, że jak wskazuje Paulina, organizator warsztatów postawił uczestnikom jedynie warunek, aby zdjęcia były opatrzone linkiem do  organizatora warsztatów. Jeżeli organizator chciałby zastrzec, że zdjęcia nie mogą być publikowane, albo że rości sobie prawa do współtwórstwa każdego z powstałych podczas warsztatów zdjęć, to uczciwie byłoby, gdyby taki warunek wstawił do umowy z uczestnikami (zastrzegam, że umowy nie widziałem, więc wpis ten oparty jest jedynie o relacje Pauliny).

Teza nr 3.
W przypadku zdjęcia zrobionego w tym samym momencie i z podobnego ujęcia, co organizator warsztatów autorskie prawa majątkowe do tego zdjęcia należą do organizatora.

Doprawdy jeżeli uczestnicy sami decydowali z jakiego miejsca robią zdjęcie, kiedy je robią oraz przy jakich parametrach ekspozycji, to nie widzę powodu, żeby organizator mógł sobie rościć prawa autorskie tylko do tego zdjęcia, które jest podobne do zrobionego przez niego. Jeżeli posługiwać się argumentem „ ponieważ to nie ja znalazłam miejsce, układałam modelkę itp.”, to powinien on mieć zastosowanie do wszystkich uczestników warsztatów, a nie tylko do uczestnika, który zrobił podobne zdjęcie, jak organizator.

Werdykt F-LEX’a 🙂
Nie widziałem samej umowy i nie znam jej treści, trudno więc jest wydać jednoznaczny werdykt w sprawie. Jest pewnie wiele niuansów, o których nie pisze Paulina, a które mogą mieć wpływ na ocenę prawną. Za prawem Pauliny zapewne świadczy fakt, że jedynym warunkiem było „podlinkowanie zdjęcia” oraz to, że innym organizator nie stawiał podobnych zarzutów. W przypadku sporu sądowego Paulina mogłaby zapewne również podnieść zarzut z art. 5 kodeksu cywilnego o nadużyciu przez organizatora zasad współżycia społecznego.

Art. 5. Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.

Warto również przywołać uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego (sygn. akt III CKN 1096/00), w którym sąd zwraca uwagę, że istotne znaczenie może mieć fakt, czy podczas sesji fotograficznej możliwa była improwizacja.

Umiem za to w 100% odpowiedzieć na pytanie, jak się na przyszłość ustrzec takich sytuacji. Sprawa jest bardzo prosta. Trzeba zadbać, aby w umowie znalazł się zapis, z którego wynikać będzie wprost, że autorskie prawa majątkowe do zdjęć zrobionych przez uczestnika warsztatów należą wyłącznie do niego.

PS1. Update 22.05.12. Dzięki ka_tuli dokopałem się do regulaminu warsztatów. 😉

 „Każdy uczestnik ma prawo umieścić w sieci i wykorzystywać tylko te zdjęcia, które zostaną zaakceptowane przez Organizatora warsztatów.

Jeżeli ktoś akceptuje taki regulamin, to nie powinien mieć później do nikogo pretensji. Może mieć jedynie pretensje do samego siebie, że się zgodził na takie warunki. Oczywiście można psioczyć na organizatorów, ale pacta sunt servanda.

PS.2. Update 23.05.12

PS2. Ewa napisała, że powinien być PS2, bo się zmienił stan faktyczny. To jest PS2. 🙂

Ale nie będzie oceny nowego stanu faktycznego. F-LEX jest blogiem, a nie salą sadową :-). Opisane często na blogu stany faktyczne (z założenia nie muszą one występować w rzeczywistości, mogą być całkiem hipotetyczne) stanowią podwalinę do rozważań prawnym. Obecny wpis i ocena prawna odnosi się do stanu opisanego przez Paulinę, który zresztą zacytowałem in extenso. Pod wpisem Paulina odmiennie opisuje stan faktyczny, niż ten, który stanowił podstawę rozważań. Za chwilę może okazać się, że da znać w ten czy w inny sposób, organizator warsztatów i stan faktyczny będzie wyglądał jeszcze inaczej. Nie tędy droga.

Celem wpisu nie było i nie jest rozstrzygnięcie sporu pomiędzy uczestnikiem a organizatorem warsztatów. Ta sprawa jest zupełnie poza F-LEXem. Zwróćcie uwagę, że nie wskazuję organizatora, nie podaję linku do ich strony itp. Nie dlatego, że się  czegoś obawiam, ale uważam że rzetelność wymaga, aby w każdym sporze mogły wypowiedzieć się obie strony. Teraz znamy tylko relację i stanowisko uczestniczki. Jeżeli obie strony mają jakieś wątpliwości, to niech zwrócą się do sądu, który będzie w tej komfortowej sytuacji, że będzie mógł ustalić rzeczywisty stan faktyczny i na tej podstawie rozstrzygnąć spór.

Uważny czytelnik zwrócił zapewne również uwagę, że w pierwotnym wpisie zaznaczyłem, że „Jest pewnie wiele niuansów, o których nie pisze Paulina, a które mogą mieć wpływ na ocenę prawną”.

Case closed! 😉

47 komentarzy
0

Może Ci się również spodobać

47 komentarzy

Piotr 21 maja 2012 - 23:02

“że autorskie prawa majątkowe do zdjęć zrobionych przez uczestnika warsztatów należą wyłącznie do niego.”

Pakujesz się w kwadraturę koła, bo tamtejsi instruktorzy twierdzili, że zdjęcia zrobione przez uczestnika wcale nie są zrobione przez niego 🙂

Odpowiedz
dar_wro 21 maja 2012 - 23:07

Ja bym ich omijał szerokim łukiem. 😉
Skoro jednak dają do podpisania umowę, to uczestnik powinien zadbać w niej także o swoje prawa.

Odpowiedz
Piotr 21 maja 2012 - 23:17

No tak, ale ja o tym, że w rozumieniu tamtych organizatorów autorami zdjęć nie są osoby, które je wykonały, tylko pani instruktorka, więc zastrzeżenie, „że autorskie prawa majątkowe do zdjęć zrobionych przez uczestnika warsztatów należą wyłącznie do niego.” nie gwarantują jasności sytuacji, skoro pani instruktorka uważa, że na warsztatach uczestnicy nie zrobili żadnych zdjęć – bo wg niej ona jest autorką wszystkich pstrykniętych zdjęć.

Odpowiedz
dar_wro 21 maja 2012 - 23:21

Nie wszystkich, tylko tych co stali tam gdzie ona. Ci z boku są twórcami hehehe 🙂

Swoją drogą napisze do Pauliny, żeby umowę podesłała.

Odpowiedz
Saldgor 22 maja 2012 - 00:40

Jeżeli jest jakakolwiek umowa. Z tych warsztatów (nie DFV-owych) na których ja byłem nigdy nie było żadnej umowy. Tylko wpłata oraz pod koniec warsztatów ustna wypowiedź w stylu “zdjęcia modelki możecie publikować niekomercyjnie”.

Nota bene wściekłem się kiedyś na jednych warsztatach bo prowadzący wymyślił sobie, że zdjęcia (studyjne) uczestnicy będą robić na zmianę, a w międzyczasie na ekranie monitora będzie się oceniać zdjęcia innych. Pan oczywiście poprosił o karty pamięci i pamiętam dostałem białej gorączki bo Pan nie skopiował zdjęć tylko je przeniósł, wszystkie rawy oczywiście. Potem owszem ponagrywał na DVD ale rawy na jego dysku zostały, poza tym nie podobało mi się, że nikt nie raczył się uczestników nawet zapytać… Żałowałem bardzo wtedy, że a) nie zabezpieczyłem karty SD przed zapisem b) nie miałem jeszcze wtedy D300s co to na jednej karcie zapisuje jpg-i, a na drugiej raw-y :]

ka_tula 22 maja 2012 - 07:16

a ja wiem co to za warsztaty … czyzby ich nazwa była zbliżona do “Złodziej …”? 🙂

Odpowiedz
ka_tula 22 maja 2012 - 07:19

Dodam, że sama chciałam wziąć udział w tych warsztatach ale po przeczytaniu warunków stwierdziłam, że sobie daruję. Pytać o zgodę na publikację każdego ujęcia!

Odpowiedz
jaa 22 maja 2012 - 13:42

cóż… nie na próżno owa nazwa tak brzmi…

Odpowiedz
Paulina 22 maja 2012 - 10:33

Witam serdecznie,
również na maila napisałam pewne wyjaśnienie.
Otóż na WARSZTATACH, podpisywaliśmy umowę, gdzie jasno sprecyzowane jest iż zdjęcia przed publikacją muszą być zaakceptowane przez organizatorkę. Wszystko jasne.
W umowie z modelką zapis brzmi:
“Fotograf nabywa prawa autorskie do wykonanych zdjęć, ale publikowane w portfoliach i na forach mogą być tylko te, które zostaną zaakceptowane przez Organizatora Warsztatów” oraz “Fotograf zachowuje prawa osobiste i majątkowe w ramach prawa autorskiego do zdjęć w punktach nie uregulowanych niniejszą umową”
Natomiast jasno muszę dodać, że sporne zdjęcie wykonane zostało podczas ZJAZDU ABSOLWENTÓW nie zaś samych warsztatów – umowy nie podpisywaliśmy, jedynie ustnie poproszono nas abyśmy linkowali zdjęcia do strony warsztatów, oraz że nie musimy przesyłać ich do akceptacji do Organizatora.

Odpowiedz
dar_wro 22 maja 2012 - 11:28

Jeżeli zdjęcie nie było robione w trakcie warsztatów, to nie rozumiem, na jakiej zasadzie organizator rości sobie jakiekolwiek prawa. To tak trochę, jakby fotoreporterzy po meczu sprzeczali się, który z nich ma prawo do zdjecia, bo wszyscy maja takie samo ujęcie.

Odpowiedz
Paulina 22 maja 2012 - 12:47

Po przeczytaniu posta z tego bloga “Powtórka” doszłam do jeszcze jednego wniosku:
Przecież wykonując zdjęcie wspólnie z innymi osobami, nie wiem jakie mają parametry ekspozycji, jaką ogniskową, co umieszczają w kadrze a co nie. Każdy z nas podejmuje te decyzje samodzielnie i świadomie, i to oprócz ustawienia modelki – ma ostateczny wpływ na efekt końcowy…

Zarzucanie mi więc kradzieży ujęcia, w momencie nawet gdy nie wiem jak wyglądał “oryginał” jest dziwne… Moją winą najwyraźniej jest to, że widziałam ten kadr podobnie jak organizatorka….

Odpowiedz
Piotr 22 maja 2012 - 15:49

A mnie w całej sytuacji bawi, że instruktorzy tak muszą chronić zdjęcia wykonane podczas warsztatów edukacyjnych – całkiem pomijając kwestie czy zdjęcia Pauliny były czy nie były podobne do zdjęć instruktorki, to – czy instruktorka nie potrafi sobie zrobić co najmniej równie dobrych zdjęć i potrzebuje aż tak pilnować, żeby zdjęcia warsztatowe były jej i tylko jej? Trochę tak wygląda, jakby instruktorka na tych warsztatach osiągała kadry życia, więc walczy o nie jako o swoje największe osiągnięcie. Trochę głupio to wygląda, delikatnie mówiąc.

Odpowiedz
ka_tula 22 maja 2012 - 16:28

No i instruktor w czasie warsztatów to powinien uczyć a nie zdjęcia robić.

Piotr 22 maja 2012 - 16:37

A już z pewnością nie pilnować, żeby ktoś przypadkiem nie zrobił zdjęcia podobnego do instruktorskiego 🙂

Saldgor 22 maja 2012 - 17:51

Może z tymi warsztatami zaczyna być jak z konkursami czyli szukanie jeleni którzy zrobią za nich zdjęcia, tylko tym razem zaprasza się do studia i za możliwość uczenia się (odpłatną! to jest biznes!) “przekazuje się” organizatorowi swoje wyniki. Tylko patrzeć jak będą zapisy w umowie, że cokolwiek się za zdjęcie zrobi na warsztatach to to własność i tylko własność organizatora.

dar_wro 22 maja 2012 - 22:43

Znaczy Piotr od następnych warsztatów nie ma aparatu ;P
A najbliższe są Kaśka u Ciebie 😉

ka_tula 23 maja 2012 - 07:08

Nie martw się – zaopiekuje się jego i Ewy aparatem 😉

Ewa 23 maja 2012 - 03:16

Darek, chyba musisz zrobić PS2… Bo jeśli nie na warsztatach i bez umowy, to zmienia postać rzeczy…

Odpowiedz
dar_wro 23 maja 2012 - 08:32

To jednak jest troszkę inna sytuacja, niż opisana w pierwotnym e-mailu.

Odpowiedz
ka_tula 22 maja 2012 - 18:33

interesowałam się tymi warsztatami bo zdjęcia jakie tam robią są fajne, w fajnym miejscu, zawsze dobra stylizacja, modelki, światło itp. Tylko cena trochę duża ale tym co mnie ostatecznie zniechęciło był regulamin.

Odpowiedz
Saldgor 22 maja 2012 - 19:13

A można wiedzieć co to za warsztaty w ogóle? Czy może wg. jakichś paragrafów nie można udzielać tej informacji? 🙂

Odpowiedz
ka_tula 22 maja 2012 - 19:58

jesteś na fejsie?

Odpowiedz
ka_tula 22 maja 2012 - 20:01

jak wrzucisz w google tekst z cudzysłowia umieszczony przez Darka w PS1 to wyjda trzy wyniki – pierwsze miejsce – trafiony – zatopiony 🙂

Odpowiedz
dar_wro 22 maja 2012 - 20:03

Słusznie, co będziemy reklamować takie warsztaty! 🙂

ka_tula 22 maja 2012 - 20:10

i gdzie “lubię to!”? 🙂

Saldgor 22 maja 2012 - 21:47

A moim zdaniem powinno się upowszechniać takie informacje (jeżeli tylko nie jest to nielegalne of course). Niech ludzie wiedzą, albo niech mają szansę wyrobić sobie własne zdanie :]

Saldgor 22 maja 2012 - 22:03

A to ja jeszcze mam takie pytanie. Skoro w regulaminie jest napisane cyt.

“Każdy uczestnik ma prawo umieścić w sieci i wykorzystywać tylko te zdjęcia, które zostaną zaakceptowane przez Organizatora warsztatów, wszystkie te zdjęcia prezentowane w internecie muszą być opatrzone linkiem do “adres tej strony” celem wskazania, że powstały właśnie na nich”

to co z umieszczaniem zdjęć w niepublicznych galeriach? Teoretycznie jest to “w internecie” ale dostęp nie jest publiczny i mają go tylko osoby znające link. Ten zapis zabrania również i tego?

Odpowiedz
ka_tula 22 maja 2012 - 22:04

internet to internet – chyba.

Odpowiedz
Saldgor 22 maja 2012 - 22:07

Z jednej strony tak, z drugiej prywatna galeria moim zdaniem niewiele się różni od zaproszenia 50 osób do domu i zrobienia prezentacji na telewizorze.

Odpowiedz
Hania 22 maja 2012 - 22:33

Pozwole zajac sobie stanowisko. Nie w sprawie zdjecia Pauliny i jej praw do niego, bo nie znam sytuacji, ale w sprawie warsztatow.

Bylam na tych warsztatach. Przeczytalam najpierw regulamin. Jest tam jasno napisane o dalszym publikowaniu zdjec i linkowaniu i o akceptacji przez Organizatora . Moglam sie nie zgodzic i nie jechac. Ale moglam sie tez zgodzic i pojechac. Wybralam druga opcje.
Dlaczego nikt nie czyta regulaminow, ewentualnie sie nei dowiaduje telefonicznie, ale za to potem psioczy po fakcie? Mozna miec tylko do siebie zal. Mozna tez jezdzic na inne warsztaty. Nikt nikogo nie zmusza.
Chcialam Was zapewnic, ze podczas warsztatow fotograf prowadzacy uczy, nie robi zdjec. Jest w 100% do naszej dyspozycji. Objasnia, pokazuje kadry, tlumaczy jaka ekspozycja.

I w sumie niech kazdy sie sam zastanowi.
Dostaje modelke, dostaje kadr, nie przez siebie wymyslony, dostaje stylizacje, to czy to jest jego zdjecie? To ze nadusi magiczny przycisk – czy to jego dzielo? Ja osobiscie wole zdjecia, ktore sama sobie wymyslilam, sama dobralam modelke i jej stylizacje. To wtedy jest moje zdjecie.
A mam wrazenie, ze wiele osob tam jezdzi wlasnie po to, zeby miec zdjecie zycia. No tez bym chciala;-) Ale wewnatrz czuje, ze to nie moje dzielo…. Ale kazdy ma inne “wewnątrz”

Odpowiedz
dar_wro 22 maja 2012 - 22:48

To prawda, nie można psioczyć na organizatora z tego tylko powodu, że uczestnik nie czyta warunków.
Mimo wszystko w głębi duszy (czyli tego “wnętrza”), nie leży mi do końca taki sposób podejścia organizatorów. W końcu nie robią tego za darmo. Cena warsztatów, to także cena sprzedania swojego know-how. Ale, jak pisze słusznie Halina “każdy ma inne wnętrze” 😉

Odpowiedz
Paulina 23 maja 2012 - 08:06

Haniu, podkreślę raz jeszcze – omawiane zdjęcie nie zostało zrobione na warsztatach (których regulamin znałam i nie śmiałabym go łamać), ale na zjeździe z którego MOŻNA było publikować zdjęcia bez akceptacji organizatora.

Również proszę o PS2 😉

Odpowiedz
Hania 22 maja 2012 - 23:35

A jeszcze tak mi przyszlo do glowy…. jezeli jest spor, to mozna z niego wyjsc…jezeli Paulina wie jak zrobic to zdjecie, to niech ustawi jakas modelke w sadziku i strzeli jej fotke. Pauliny modelka, Pauliny sadzik, Pauliny nacisniecie guzika, Pauliny fotka… sporu nie ma, Paulina ma zdjecie i jest szczesliwa… no chyba, ze jest bardzo emocjonalnie zwiazana z tamtym zdjeciem i tamta stylizacja i nie mozna tego juz powtorzyc…..

Odpowiedz
Marcelina Oczkowska 24 maja 2012 - 16:43

Witam,

Kłania się Marcelina Oczkowska, organizatorka warsztatów w Złodziejewie, bo oczywiście wszyscy wiedzą, że o nie właśnie chodzi.

Na początku chciałabym panu bardzo podziękować za obiektywną i rzetelną ocenę sytuacji. Przyznam, że nie znam się za dobrze na prawie, za to staram się trzymać pewnej etyki…

Po wielu telefonach i mailach w tej sprawie moich znajomych i absolwentów moich warsztatów, postanowiłam jednak zabrać głos w sprawie postów Pauliny.
Staram się nie angażować w spory o kadry między uczestnikami, do których, przyznaję, często dochodzi i staram się w tak błahych sprawach nie zabierać głosu, ale trudno milczeć wobec kłamstw, intryg i oszczerstw, jakie Paulina sieje po sieci no i wobec wciągnięcia bezpośrednio mojej osoby w to.

Przede wszystkim informuję z pełną tego odpowiedzialnością, że nigdy z Pauliną nie
rozmawiałam telefonicznie (więc nie padły oskarżenia i zakazy, które byłyby trudne do udowodnienia) i nigdy w korespondencji z nią nie użyłam w stosunku do niej zarzutu kradzieży ujęcia, ani nie nakazałam jej usunąć któregokolwiek z jej zdjęć – zezwalam na upublicznienie naszej korespondencji, jeśli chciałaby przedstawić dowody swoich zarzutów (ja ze względu na kwestię danych osobowych i tajemnicy korespondencji nie mogę upublicznić bez jej zgody naszej jedynej rozmowy internetowej).

Co do Regulaminu moich warsztatów – pragnę wszystkich uspokoić i zapewnić, że niemalże od początku istnienia warsztatów jest on niezmienny i wisi na stronie warsztatów w stałym, bardzo widocznym miejscu, nie ma żadnych niespodzianek – w umowie, którą każdy fotograf podpisuje z modelką warsztatów nie ma niczego, czego nie byłoby w Regulaminie, są tam zapisy, które zostały tu już zacytowane:
1. publikowane mogą być tylko te zdjęcia, które zaakceptuje Organizator (dzieje się tak z kilku powodów:
• moje warsztaty to nie jest jednorazowa spontaniczna inicjatywa, okazja, by wynająć miejsce, zebrać pieniądze, zrobić warsztaciki i zapomnieć o sprawie. Organizuję je od ponad roku, cyklicznie i choćby z tego powodu dbam o jakość tych warsztatów, m.in. poświęcając swoje wieczory na indywidualne omawianie zdjęć uczestnikom. Staram się, jak umiem, by po nich sieć nie była zaśmiecana przypadkowymi kadrami, bylejaką treścią (chętnie zobaczę owoce innych warsztatów, po których pozostaje tyle dobrych owoców).
• współpracuję z moim zdaniem najlepszymi modelkami w Polsce, daję amatorom fotografii możliwość pracy właśnie z nimi i z oczywistych ,wydawało mi się, powodów, nie mogę pozwolić sobie na to, by pojawiały się w sieci zdjęcia krzywdzące ich wizerunek, przedstawiające je w niekorzystny sposób, zatem muszę kontrolować, dbając o Jakość i dobre imię (warsztatów i modelek), by w sieci nie pojawiało się wszystko co popadnie.
2. zdjęcia powstałe na warsztatach, publikowane w sieci muszą być opatrywane linkiem:
• biorąc pod uwagę powyższe i ogrom pracy, jaką wkładam w tworzenie miejsc do plenerów, w końcu wpuszczam ludzi w stworzony przeze mnie mój, magiczny świat, organizowanie warsztatów i selekcję zdjęć nie rozumiem, dlaczego miałoby być inaczej i dlaczego dziwi kogoś, że oczekuję, iż zdjęcie powstało właśnie na tych warsztatach ma być opatrzone linkiem, celem wskazania, że powstało w Złodziejewie?

Nadmieniam, że uczulałam wielokrotnie uczestników zjazdów absolwentów oraz warsztatów, że zgodnie z moją etyką i ideą organizowanych przeze mnie warsztatów, chcę dać ludziom możliwość rozwinięcia ich wyobraźni, a nie kopiowania kogokolwiek. Zawsze, za każdym razem, ja i moi prowadzący, podkreślamy, że nie jest autorem zdjęcia ten, kto naciska spust migawki komukolwiek „zza pleców”. Ja sama nigdy nie podpisałabym się pod czyimś wierszem przepisanym na kartkę, nigdy nie przemalowałabym i nie uznała za swój czyjś obraz.
Są kwestie prawa, etyki, zasad i …dobrego wychowania.
Zarówno ja, jak i Wy wszyscy, mamy to szczęście, że mamy prawo wyboru. Wiem, że mam wielu wrogów, jak i wielu zwolenników. Nigdy nigdzie nie będzie dla wszystkich idealnie. Nawet w całym można szukać dziury. By zminimalizować rozczarowanie oświadczam, że Ci którzy nie wiedzą, jaka jest specyfika warsztatów, nie chcą się niczego nauczyć, a jedynie nałapać ujęcia, nie mają czego szukać w Złodziejewie, tak samo jak Ci którzy kłamią, manipulują i dorosłe sprawy załatwiają w dziecinny sposób.

Nota bene, czy ci którzy się najbardziej „angażują” w dyskusję nie są przypadkiem organizatorami warsztatów „konkurencyjnych” w Krakowie? – doprawdy bez klasy takie zachowanie.

Dla sprostowania:
Pani Paulina zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem sprytnie-wymiennie używa zwrotów warsztaty/zjazd – oświadczam, że na warsztatach nigdy nie robię sama zdjęć, staram się pilnować swoich prowadzących, by i oni tego nie robili, bo wizja moich szkoleń jest taka, by każdy odnalazł swoją drogę, a nie szedł w ślad za kimkolwiek. Prowadzący warsztaty, jeśli fotografują to tylko po to, by pokazać swój styl pracy i sposób nawiązywania relacji z modelką.
Kwestia spornego zdjęcia (co do którego, podkreślam, nie padły oskarżenia ani zakazy) dotyczyła ZJAZDU, który miał być miłym przyjacielskim spotkaniem pasjonatów i chyba nim po części/do czasu był, skoro Paulina po nim napisała tak:

„Moi drodzy – piszę dziś w amoku. Pozytywnie otumaniona, oszołomiona i… zakochana!
Wróciłam właśnie z niezwykłego miejsca, któremu należy się coś więcej niż kilka słów. „Wczasy artystyczne” – tak można je nazwać. Terapia dla fotografów…
Złodziejewo .
I lekarka dusz, która jak trzeba przytuli, jak trzeba zbeszta. Jak dobra matka. Taka, która zapewnia swoim dzieciom kontrolowaną swobodę i wszystko czego potrzebują do kreatywnej zabawy(…) całość na: http://www.warsztatywzlodziejewie.pl/aktualnosci/wiecej-niz-referencje-zwyklymi-slowami-niezwykle-o-zlodziejewie

Myślę jednak, że taki zwrot o 180 stopni w jej nastawieniu to już nie temat dla prawnika.

Natomiast mam do pana inne pytanie: co zrobić w sytuacji kiedy fotograf publikuje w celach komercyjnych zdjęcie znanej modelki na swojej stronie bez jej zgody i pozwolenia, i jakie grożą mu konsekwencje?

Wszystkim Czytelnikom życzę jak najmniej zła i zawiści wokół Was oraz niczym nieskrępowanej pasji tworzenia. Pozdrawiam.

Odpowiedz
Paulina 24 maja 2012 - 17:35

“Lekarką dusz” była dopóki nie złamała sama postawionych przez siebie zasad… I jeszcze w tej chwili sugeruje jakoby regulamin obowiązywał również na zjeździe, podczas gdy wyraźnie mówione było (ba nawet w mailu mam więc mogę zacytować):
“Proszę pamiętać także , że jako organizatorka tej imprezy oczekuję, by zdjęcia powstałe po zlocie trafiały do mnie (nie muszą być akceptowane, ale chciałabym owoce tego wydarzenia mieć i opublikować) oraz, że muszą być OPATRYWANE LINKIEM PRZY WSTAWIANIU W NET.” Zgodnie z tym postępowaliśmy…
Pozdrawiam.

Odpowiedz
Paulina 24 maja 2012 - 17:54

Chciałam przeprosić autora bloga, za wciąganie go (niechcący zupełnie) w dziwną wymianę zdań na temat warsztatów w złodziejewie.
Nie chcę kontynuować na jego łamach bezowocnej dyskusji, dlatego przenoszę ją (w zasadzie sama się przeniosła) na FB, gdzie obszerniej odpowiadam na wszystkie zarzuty. Głownie tej jakobym akceptowała regulamin. Owszem, akceptowałam, podany w mailu (cytowany wyżej) a nie regulamin warsztatów… I nigdy go nie złamałam.
Natomiast poszanowania zasad przez organizatorkę dowodzi m.in. umieszczenie mojego zdjęcia na jej blogu, bez podania autora. To tak w zemście chyba 😉
Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za analizę i dalej będę uważnie śledzić F-LEXa. Świetny blog!
Paulina Drozda

Odpowiedz
dar_wro 24 maja 2012 - 18:33

Swoją drogą jakbyście Panie zarzuciły linkiem do FB, to pewnie czytelnicy F-LEXa chętnie by Wam pokibicowali 😉

Odpowiedz
Paulina 24 maja 2012 - 18:40

A nie ma problemu, proszę bardzo – dyskusja jest rozległa i publiczna:
https://www.facebook.com/paulina.drozda/posts/337382212998586

dar_wro 24 maja 2012 - 18:10

Pani Mercelino na pytanie “co zrobić w sytuacji kiedy fotograf publikuje w celach komercyjnych zdjęcie znanej modelki na swojej stronie bez jej zgody i pozwolenia, i jakie grożą mu konsekwencje?co zrobić w sytuacji kiedy fotograf publikuje w celach komercyjnych zdjęcie znanej modelki na swojej stronie bez jej zgody i pozwolenia, i jakie grożą mu konsekwencje?…. jest odpowiedź na F-LEXie. 🙂

Ochrona wizerunku to często goszczący tu temat, wystarczy poszperać.

PS. Większość to raczej nie jest Pani “krakowska konkurencja”, a ludzie w jakiś tam sposób, poprzez czytelnictwo, skupieni wokół DFV 🙂

Odpowiedz
terefere 24 maja 2012 - 17:40

od tych warsztatów śmierdzi lansiarstwem i kiczem… nie rozumiem ludzi, którzy tam jeżdżą… no ale cóż… można sobie pojechać… ale jak takie zasady jeszcze są, taka umowa…… to już zupełnie nie rozumiem… lepiej te pieniądze wydać na coś rzetelnego i na jakieś studium czy inne warsztaty prowadzone przez kogoś wykształconego, kogoś, kto coś osiągnął, a nie tylko dostał dwa razy zdjęcie dnia na plgnioto….. ale cóż… powodzenia ludzie w fotografowaniu natchnionych, pustych laseczek ;D

Odpowiedz
Paulina 24 maja 2012 - 18:43

Mimo, że obecnie pełna złych odczuć, wobec tego miejsca jednak śmiem się niezgodzić. Uważam też że jest to krzywdzące wobec modelek i prowadzących. Żadne to “puste laseczki” a wspaniałe (onieśmielająco wspaniałe nie tylko urodą ale i osobowością!) kobiety. A prowadzący z którym miałam okazję pracować, to nie gość od plfoto (to też ;)), a człowiek-artysta o niesamowitym podejściu do życia, które inspiruje.

Odpowiedz
dar_wro 24 maja 2012 - 18:21

Szanowni Państwo, blog ma na celu pomagać fotografom, a nie ich dzielić. Tak więc prosiłbym o rzeczowe komentarze, a nie obrzucanie innych błotem.
Każdy kto jedzie na warsztaty, robi to z własnej nieprzymuszonej woli.
Niemerytoryczne obraźliwe komentarze są tu niemile widziane!!!

Odpowiedz
Paweł Strykowski 23 października 2012 - 23:46 Odpowiedz
dar_wro 24 października 2012 - 08:19

Niezły tekst. 🙂
Z tego co w nim znajduję wynika, że jest to jednak szara strefa. Podatek VAT od usługi jest niezależny od tego czy klient chce fakturę, czy też nie. Wynika z przepisów, a nie regulaminu warsztatów.

PS. Może w wolnej chwili przeanalizuję cały regulamin.

Odpowiedz
Paulina 17 listopada 2012 - 20:44

…a ci co nie chcą faktury dostają pokwitowanie tylko na kwotę zaliczki wpłaconej na konto, bez części wpłaconej gotówką dla organizatora. Więc i VAT i dochodowy idą do szuflady. Zaprawdę ciekawe…

Odpowiedz

Napisz komentarz

Strona korzysta z cookies. Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza. Możesz oczywiście tą funkcję wyłączyć w swojej przeglądarce. Akceptuję Czytaj więcej

error: Uwaga: Treść jest chroniona !!