Strona główna » Ogólne » AI poprawiło zdjęcie. Czy fotografia nadal jest utworem?

AI poprawiło zdjęcie. Czy fotografia nadal jest utworem?

autor: dar_wro
Drewniany dom na łące o świcie we mgle

Na samo pytanie, kiedy zdjęcie jest utworem, nie zawsze da się prosto odpowiedzieć. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy między fotografem a finalnym obrazem pojawia się sztuczna inteligencja, czyli AI, automatyczna obróbka, dron, GoPro, fotopułapka albo tryb seryjny.

Pod wpisem „Czy każde zdjęcie jest utworem?” Piotr poruszył w komentarzu dwie kwestie, które stały się kanwą tego tekstu.

Co w sytuacji, gdy:

  • człowiek zrobił zdjęcie, ale potem zostało ono „w pełni edytowane przez AI”;
  • obraz został wygenerowany przez AI, a człowiek go później poprawił?

Automatyczna obróbka nie zaczęła się od AI

Na wstępie warto przypomnieć, że automatyka w fotografii nie pojawiła się wczoraj. Zanim zaczęliśmy mówić o AI przy każdym narzędziu, fotografowie korzystali z autofocusa, pomiaru światła, trybów półautomatycznych, automatycznego balansu bieli, korekcji obiektywu, presetów, profili kolorystycznych, odszumiania i automatycznych funkcji poprawy obrazu.

W Lightroomie od lat działa funkcja Auto, która sama koryguje podstawowe parametry zdjęcia: ekspozycję, kontrast, światła, cienie, biele, czernie i inne ustawienia. Program podpowiada, jak „ulepszyć” plik, choć wcześniej nie zawsze nazywaliśmy to sztuczną inteligencją.

Samo użycie automatycznego narzędzia nie jest więc niczym nowym.

Prawo autorskie nie wymaga, aby człowiek zrobił wszystko sam. Zadaje jednak pytanie, czy automat pomagał zrealizować decyzję fotografa, czy zaczął samodzielnie kształtować finalny obraz.

AI jako narzędzie fotografa

Najprostszy przypadek to sytuacja, w której fotograf sam wykonał zdjęcie. Wybrał miejsce, kadr, moment, perspektywę, ogniskową, światło i kompozycję. Potem użył AI albo automatycznego narzędzia do obróbki — na przykład do odszumiania, wyostrzenia, korekty ekspozycji, poprawy kolorów, maskowania, retuszu skóry, usunięcia drobnego elementu z tła albo lokalnej korekty światła.

W takim przypadku samo użycie AI nie powinno automatycznie odbierać fotografii ochrony prawnoautorskiej. AI może być po prostu kolejnym narzędziem. Bardziej zaawansowanym niż suwak w Lightroomie, ale nadal narzędziem.

Jeżeli fotograf wiedział, co chce osiągnąć, świadomie kształtował obraz i kontrolował rezultat, trudno twierdzić, że przestał być twórcą tylko dlatego, że część pracy wykonał program.

Prawo autorskie nie chroni samego wysiłku. Nie premiuje tego, kto dłużej siedział przy komputerze. Chroni indywidualny, twórczy efekt pracy człowieka.

„W pełni edytowane przez AI” — czyli właściwie co?

Tu dochodzimy do pierwszego pytania z komentarza: czy zdjęcie zarejestrowane przez człowieka, ale w pełni edytowane przez AI, jest nadal dziełem?

Odpowiedź zależy od tego, co znaczy „w pełni edytowane”.

Jeżeli AI wykonała techniczną korektę — odszumienie, wyostrzenie, poprawę ekspozycji, korektę barw, automatyczne maskowanie albo usunięcie drobnych defektów — to nadal można bronić tezy, że zasadniczy utwór fotograficzny powstał dzięki decyzjom fotografa, a AI pomogła tylko doprowadzić zdjęcie do oczekiwanego stanu.

Inaczej będzie, gdy AI przebudowuje zdjęcie tak daleko, że końcowy obraz zaczyna żyć własnym życiem: zmienia całe tło, dodaje osoby lub przedmioty, generuje brakujące fragmenty kadru, przebudowuje światło, usuwa istotne elementy sceny albo łączy fotografię z elementami wygenerowanymi od podstaw.

Wtedy nie wystarczy powiedzieć: „to moje zdjęcie, bo plik wyjściowy był mój”. Trzeba zapytać, co dokładnie w ostatecznym obrazie jest wynikiem twórczych decyzji człowieka, a co zostało wygenerowane przez AI.

W takiej sytuacji chronione może być pierwotne zdjęcie, a także twórcza postprodukcja wykonana przez człowieka z użyciem AI. Wątpliwości mogą natomiast dotyczyć tych elementów, które zostały wygenerowane autonomicznie przez AI i trudno przypisać je twórczości konkretnego człowieka.

Obraz wygenerowany przez AI to nie to samo co zdjęcie

Celowo piszę „obraz”, a nie „zdjęcie”. Jeżeli nie było aparatu — tak, telefon też jest w tym przypadku aparatem — nie było światła padającego na matrycę albo kliszę i momentu fotografowania, trudno mówić o zdjęciu w klasycznym sensie.

Możemy mieć realistyczną grafikę, syntetyczny obraz albo wizualizację udającą fotografię. Ale nie jest to fotografia powstała przez sfotografowanie rzeczywistości. Z fotografii można zrobić grafikę w postprodukcji, ale nie odwrotnie.

Obraz wygenerowany przez AI przedstawiający drewniany dom na łące o świcie

Obraz wygenerowany przez AI na podstawie opisu. Wygląda fotograficznie, ale nie jest zdjęciem.

Przy fotografii pytamy o decyzje fotografa: kadr, światło, moment, perspektywę, ustawienia aparatu, wybór miejsca, sposób pokazania sceny. Przy obrazie wygenerowanym przez AI pytanie jest inne: czy człowiek miał realny, twórczy wpływ na ostateczny kształt obrazu, czy tylko wpisał ogólne polecenie i wybrał jeden z wyników?

Samo polecenie wpisane do systemu, czyli prompt, nie zawsze wystarczy. Zwłaszcza jeśli jest ogólne, na przykład: „wygeneruj klimatyczny obraz miasta nocą”. W takim przypadku to system decyduje o kompozycji, świetle, perspektywie, detalach, kolorystyce i nastroju.

Inaczej może być wtedy, gdy człowiek traktuje materiał AI jako surowiec i dalej twórczo z nim pracuje: wybiera fragmenty, zestawia je, łączy z własnymi zdjęciami, montuje, zmienia kompozycję, światło, kolorystykę i sens obrazu.

Wtedy ochronie może podlegać ludzki wkład: wybór, układ, montaż, zestawienie albo konkretna warstwa obróbki. Nie musi to jednak oznaczać, że cały obraz wygenerowany przez AI staje się automatycznie utworem człowieka.

Spust migawki, makak i przypadek

W tle wraca stary problem: czy o autorstwie decyduje ten, kto nacisnął spust migawki?

Na F-LEX pisałem już kiedyś o słynnym zdjęciu zrobionym przez makaka. Małpa nacisnęła spust, powstał świetny kadr i właśnie ten przykład dobrze pokazuje granicę: atrakcyjny obraz nie zawsze oznacza utwór konkretnego człowieka.

Prawo autorskie nie chroni przypadku. Chroni ludzki wkład twórczy. Dlatego samo naciśnięcie spustu migawki nie wystarcza. Ale z drugiej strony — brak fizycznego naciśnięcia spustu przez fotografa też nie musi automatycznie przekreślać ochrony.

Fotograf może przecież ustawić aparat na statywie, przygotować światło, dobrać kadr, ustawić parametry, użyć samowyzwalacza albo interwałometru. W takiej sytuacji urządzenie wykonuje techniczną czynność, ale obraz nadal może być wynikiem wcześniejszych decyzji człowieka.

Kluczowe pytanie brzmi więc nie: kto fizycznie nacisnął przycisk, lecz kto twórczo ukształtował obraz.

Dron, GoPro, fotopułapka i tryb seryjny

Podobnie jest z dronem, GoPro, fotopułapką czy trybem seryjnym.

Jeżeli człowiek wybiera miejsce, porę dnia, kierunek światła, wysokość, trasę lotu, kadr, ekspozycję i moment wykonania zdjęcia, dron jest narzędziem. Bardzo zaawansowanym, ale nadal narzędziem.

Jeżeli fotograf ustawia fotopułapkę po obserwacji zwyczajów zwierzęcia, dobiera miejsce, wysokość, kierunek, ogniskową, światło i przewiduje możliwy kadr, również można wskazać ludzki wkład twórczy. Migawkę wyzwala urządzenie, ale warunki powstania obrazu nie są przypadkowe.

Inaczej wygląda sytuacja, w której dron „robi, co chce”: sam leci, sam wybiera ujęcia, sam decyduje o momencie rejestracji, a człowiek dopiero później przegląda pliki i wybiera najciekawszy obraz.

Może powstać świetny obraz. Może bardzo się podobać. Ale prawo autorskie nie pyta, czy obraz jest ładny. Pyta, czy jest w nim indywidualna twórczość człowieka. Jeżeli jej nie ma, argument za ochroną prawnoautorską konkretnego zdjęcia jest słaby.

Czy sama selekcja wystarczy?

Zostaje jeszcze pytanie o selekcję. Ktoś może powiedzieć: dobrze, automat zarejestrował tysiące obrazów, ale to człowiek wybrał ten jeden. Czy ten wybór nie sprawia, że zdjęcie staje się utworem?

Nie zawsze.

Jeżeli konkretne zdjęcie jest tylko techniczną, przypadkową albo automatyczną rejestracją obrazu i samo nie spełnia przesłanek utworu, to późniejszy wybór tego pliku nie zamienia go automatycznie w utwór fotograficzny. Selekcja nie działa jak prawnoautorska różdżka.

Inaczej wygląda wybór zdjęcia z zaplanowanej sesji albo z serii wykonanej według założonej koncepcji. Wtedy selekcja może być częścią procesu twórczego. Fotograf wie, czego szuka, porównuje warianty, wybiera moment, gest, układ światła, relację między elementami kadru. Ale wtedy wybór nie zastępuje całego wkładu twórczego — jest jednym z jego elementów.

Jeszcze inaczej jest przy cyklu, albumie, kolażu, wystawie albo innym zestawieniu obrazów. Prawo autorskie zna ochronę twórczego doboru, układu lub zestawienia materiałów, także wtedy, gdy poszczególne elementy same nie są chronione. W takim przypadku chroniona może być koncepcja wyboru i układu całości, a nie automatycznie każde pojedyncze zdjęcie jako osobny utwór fotograficzny.

To ważne rozróżnienie dla praktyki. Można twórczo ułożyć zbiór materiałów, które same nie są utworami. Ale taki układ nie sprawia jeszcze, że każdy element zbioru zaczyna korzystać z ochrony jak samodzielny utwór.

Cudze zdjęcia i AI to osobny problem

Warto dodać jeszcze jedno zastrzeżenie. Jeżeli używamy AI do obróbki własnego zdjęcia, pytanie dotyczy przede wszystkim tego, czy finalny efekt nadal wynika z naszego twórczego wkładu.

Jeżeli jednak bierzemy cudze zdjęcie i zaczynamy je głęboko przerabiać z użyciem AI, dochodzi dodatkowy problem: prawa autora zdjęcia pierwotnego. Taka ingerencja może być opracowaniem, może wymagać zgody, a czasem może też naruszać integralność utworu.

AI nie jest magiczną gumką do praw autorskich. To, że przeróbki dokonuje algorytm, nie oznacza, że znika autor pierwotnej fotografii.

Co z tego wynika?

Im więcej świadomych, twórczych decyzji człowieka widać w końcowym obrazie, tym łatwiej mówić o ochronie prawnoautorskiej.

AI, Lightroom Auto, Photoshop, dron, GoPro, fotopułapka, tryb seryjny czy automatyczna obróbka nie przekreślają ochrony same przez się.

Problem zaczyna się, gdy człowiek traci realną kontrolę nad kształtem obrazu, a jego rola ogranicza się do uruchomienia systemu, wpisania ogólnego polecenia albo zaakceptowania gotowego wyniku.

AI może być narzędziem fotografa, ale im bardziej narzędzie zaczyna samodzielnie tworzyć obraz, tym ważniejsze staje się pytanie: co dokładnie stworzył człowiek?

P.S.

1. Zdjęcie otwierające wpis jest wykonaną przeze mnie fotografią.

2. W tekście jest graficzny obraz wygenerowany przez AI na podstawie promptu, który brzmiał mniej więcej tak: „realistyczny obraz w stylu fotografii krajobrazowej, samotny drewniany dom na wilgotnej łące o świcie, delikatna mgła, ciepłe rozproszone światło, stonowana kolorystyka, szeroki kadr, bez ludzi i nowoczesnych elementów”.

Może Cię zainteresować

Pozostaw komentarz