Co nam mama w genach dała

autor: dar_wro
0 komentarz

Naruszenie majątkowych praw autorskich do utworu fotograficznego jest zjawiskiem częstym, nie jednak aż tak częstym, jak naruszenie tychże praw do utworu muzycznego czy audiowizualnego. Dlaczego tak się dzieje? Czy cudze prawa autorskie nie mają wartości i można z nich korzystać, ile dusza zapragnie? Można dojść do takiego przekonania czytając wpisy na różnych forach internetowych. Oczywiście zazwyczaj nie są to fora fotograficzne, bo tam każdy choć trochę liznął prawa autorskiego. Poza tym tam każdy jest gotów jak lew bronić swojego zdjęcia, które jest przecież dla niego najdroższe. Wróćmy do tych niefotograficznych forów. Większość ich użytkowników uważa, że prawo autorskie jest skostniałe i nie nadąża za nowymi rozwiązaniami, i zupełnie „ma w poważaniu” pokolenie Kultury Web 2.0. Piszą tak zazwyczaj ludzie młodzi. Niby młodzi, ale mentalnie przypominający swoich rodziców lub dziadków, którzy uważali, że prywatne rozmowy telefoniczne na koszt pracodawcy to nie jest nic złego i nikomu nie dzieje się krzywda. Potrzebny w domu mazak lub długopis, bo przecież w biurku w urzędzie mam tego sporo. Nie ma problemu. Tak jak kiedyś dziadkom i rodzicom wydawało się, że nie robią nic złego, bo nikomu nie dzieje się krzywda (a przy okazji walczą z wrogim ustrojem sic!), tak samo wydaje się obecnie ich dzieciom i wnukom. Niestety te mentalne przyzwyczajenia przechodzą w ekspresowym tempie z dziadka na ojca, następnie z ojca na syna i to znacznie szybciej niż to, że na co dzień powinno się powszechnie używać słów „proszę”, „dziękuję” czy „przepraszam”. Pokolenie Kultury Web 2.0. nie widzi nic złego w tym, że wykorzysta zdjęcie Iksa na blogu czy stronie WWW (nie wspomnę o sytuacjach skrajnych, czyli wykorzystaniu dla celów zarobkowych). Przecież Iksowi nic nie ubędzie. Ci „bardziej wyedukowani”, którzy przynajmniej oznaczają autora utworu, jeszcze potrafią stwierdzić, że Iks powinien się cieszyć, że ma darmową reklamę.

Niestety prawo, a co za tym idzie i sądy, które muszą je stosować, nie pomagają w edukacji. A przecież nic tak nie uczy, jak doświadczenie na własnej skórze (kiedyś zastosowanie miała „dyscyplina”. 😉 ) Zaraz przypomnicie, że w przypadku naruszenia majątkowych praw autorskich można przecież dochodzić od naruszyciela m.in. odszkodowania. I to będzie prawda. Ale właśnie w tym miejscu niestety zaczynają się schody. Tak, jak w fotografii mamy związek pomiędzy ISO, przysłoną i czasem, tak w przypadku odpowiedzialności za czyn zabroniony (delikt) mamy do czynienia z samym czynem, szkodą oraz związkiem przyczynowym pomiędzy tymże czynem a szkodą. Gdzie są więc te schody? W przypadku zdjęć (zwłaszcza amatorskich) kłopot tkwi zazwyczaj w ustaleniu wartości szkody. I to są właśnie te schody. Poszkodowany twórca (fotograf) musi bowiem wykazać wysokość szkody, bez tego ani rusz (tak samo, jak nie da się zrobić zdjęcia nie ustawiając jednego z trzech parametrów ekspozycji). O problemach z wyceną pisałem kilkakrotnie na blogu m.in. w „Każdy ma swoją cenę” oraz „Wysokiej komisji”.

Pisząc ten tekst nasunęły mi się pytania.. Może rzeczywiście prawo autorskie jest skostniałe? Może wymaga zmian? Oczywiście, że wymaga! Ale czy na pewno w kierunku, w jakim by chciało pokolenie Kultury Web 2.0? Raczej nie.

0 komentarz
0

Może Ci się również spodobać

Napisz komentarz

Strona korzysta z cookies. Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza. Możesz oczywiście tą funkcję wyłączyć w swojej przeglądarce. Akceptuję Czytaj więcej

error: Uwaga: Treść jest chroniona !!