Albo tym wpisem uda mi się trochę odczarować rzeczywistość, albo włożę kij w mrowisko. 🙂 Chodzi bowiem o zdjęcia wakacyjne zrobione przez przypadkowych przechodniów. Temat został wywołany przez Gazetę w tekście „Wrzuciłeś zdjęcia z wakacji? Możesz słono za to zapłacić”, a dzisiaj dodatkowo trafił na Fotoblogię we wpisie „Fotografując na wakacjach, prawie każdy z nas łamie prawo?”. No to czas na krótki cytat z wywiadu zamieszczonego w Gazecie.
„Prawo autorskie mówi, że autorem jest osoba, która zrobiła dane zdjęcie i że to ona jest posiadaczem praw do niego. Dlatego, jeżeli na wakacjach poprosiliśmy kogoś o pstryknięcie nam fotki, powinniśmy poprosić też o zgodę na jego wykorzystanie, żeby wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa. Jeśli wrzucamy je na Facebooka czy gdziekolwiek indziej bez takiej zgody, to dochodzi do łamania prawa i nie ma znaczenia to, że to my znajdujemy się na fotografii.”

?Ciemność. Widzę ciemność. Ciemność widzę.? Prawie każdy wie, kto i w jakim filmie wypowiada te słowa. Mało za to kto jest świadom, że słowa te użyte w sloganie reklamowym jednej ze stacji radiowych stały się przedmiotem procesu sądowego, który toczył się w Krakowie. Nas zainteresują pewne tezy zawarte w uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego (sygn. akt I ACa 35/04). Sad uznał, że efekt twórczości (np. scenariusz czy wyreżyserowana wypowiedź aktora) zredukowany do krótkiej figury retorycznej jest na tyle ogólny, że posiada wartość idei. Jako taki, o walorze abstrakcyjnym i ogólnym nie stanowi przedmiotu prawa autorskiego, gdyż traci cechę oryginalności. Skoro nie stanowi przedmiotu praw autorskich, to tym samym nie podlega ochronie przewidzianej w Ustawie. Na szczęście nie oznacza to, że w takim razie można beztrosko korzystać z twórczości innych osób. Twórczość artystyczna jest bowiem zaliczana przez kodeks cywilny do jednego z dóbr osobistych (art. 23 k.c.) i na tej podstawie podlega ochronie prawnej.
Czasami z różnych stron słychać pytania o własność zdjęcia zrobionego pożyczonym aparatem. Wydawało mi się, że kwestia ta już została kiedyś wyjaśniona. Ale skoro pojawiają się głosy (a kysz!), to trzeba na nie odpowiedzieć. Prawo własności aparatu nie ma żadnego wpływu na to, komu będą przysługiwały osobiste i majątkowe prawa autorskie. Nie ma znaczenia, czy zdjęcie zrobisz własnym aparatem, pożyczonym od kolegi lub aparatem testowanym w sklepie. Nawet, jeżeli zdjęcie byłoby zrobione kradzionym aparatem (o co Cię czytelniku nie posądzam), to i tak fakt ten nie ma wpływu na prawa autorskie. Jak zapewne pamiętacie o tym, czy dany twór (także zdjęcie) ma charakter utworu, nie decyduje wcale technika lub narzędzie za pomocą którego został wytworzony. Należy tu przywołać (dla powtórki) brzmienie art. 1 ust. 1 Ustawy, która stanowi, że przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór). Ustawodawca wprawdzie wymienia przykłady utworów w art. 1 ust. 2, ale w żadnym wypadku nie określa techniki czy przedmiotów, których należy użyć, aby można było mówić o utworze. Trudno zresztą byłoby sobie taką sytuację wyobrazić, że stara się narzucić środki twórcze. Zapewne byłoby to sprzeczne z przepisem o ?przejawie każdej działalności twórczej?. Powtórzę więc, że własność sprzętu lub nawet jego szemrane pochodzenie nie ma żadnego wpływu na twoje prawa autorskie do zdjęcia.
Dlaczego w dowodzie osobistym, paszporcie, czy prawie jazdy nie ma informacji o fotografie (autorze), który zrobił Ci zdjęcie? Przecież z art. 16 wynika nierozerwalna więź między zdjęciem a jego autorem?

Sprawa w Londynie miała się tak. Powód stwierdził, że jest właścicielem praw autorskich dotyczących czarno-białej fotografii z czerwonym autobusem przejeżdżającym przez Most Westminsterski. Zdjęcie jest czarno-białe, z budynkiem parlamentu i mostu w odcieniach szarości. Niebo jest białe, bez chmur i czegokolwiek innego. Na moście znajduje się jasnoczerwony autobus wycieczkowy (Routemaster bus). Zdjęcie używane jest na różnych pamiątkach z Londynu. Pozwany (producent herbaty) wykorzystuje zdjęcie (nie to, należące do powoda), ale pokazujący taką samą scenę, w takiej samej kolorystyce do oznaczenia swoich produktów (puszki do herbaty). Zdjęcie pokazuje ten sam budynek i most, na nim również znajduje się czerwony autobus. Kolorystyka jest taka sama, jak na zdjęciu powoda, wszystko czarno-białe, poza autobusem.