Strona główna » Wizerunek » Ochrona wizerunku » Zrobiłeś komuś zdjęcie? Sprawdź, zanim je opublikujesz

Zrobiłeś komuś zdjęcie? Sprawdź, zanim je opublikujesz

autor: dar_wro

Fotografujesz wydarzenie, koncert, ulicę, bieg miejski albo spotkanie firmowe. W kadrze pojawiają się ludzie. Czasem są głównym tematem zdjęcia, czasem tylko elementem sceny. Potem pojawia się proste pytanie: czy mogę to zdjęcie opublikować?

Odpowiedź rzadko brzmi po prostu „tak” albo „nie”. W praktyce trzeba sprawdzić dwie rzeczy: prawo do wizerunku i ochronę danych osobowych, czyli RODO. To dwa różne tematy, które często się przenikają.

Zgoda na wizerunek — kiedy jest potrzebna?

Zasada jest prosta: jeżeli na zdjęciu da się zidentyfikować konkretną osobę, na przykład po twarzy, charakterystycznych cechach albo kontekście, to do rozpowszechniania jej wizerunku co do zasady potrzebna jest zgoda.

Nie chodzi więc o to, czy ktoś jest znany publicznie. Wystarczy, że konkretną osobę da się rozpoznać — choćby przez rodzinę, znajomych albo współpracowników.

Prawo autorskie przewiduje jednak wyjątki. Dla fotografów najważniejsze są dwa.

Pierwszy dotyczy osób powszechnie znanych. Można opublikować zdjęcie takiej osoby bez jej zgody, jeżeli fotografia powstała w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, zawodowych albo społecznych. Przykład: prelegent na konferencji, polityk na konferencji prasowej, sportowiec podczas zawodów.

To nie znaczy jednak, że osoba znana traci prywatność. Zdjęcie tej samej osoby w sytuacji prywatnej to już zupełnie inna historia.

Drugi wyjątek dotyczy sytuacji, gdy osoba jest tylko szczegółem większej całości — na przykład częścią tłumu, publiczności, ulicy, krajobrazu albo wydarzenia.

Najprostszy test brzmi: czy po „wycięciu” tej osoby zdjęcie nadal pokazywałoby tę samą scenę?

Jeżeli tak, prawdopodobnie mówimy o szczególe całości. Jeżeli nie — bo właśnie ta osoba jest głównym tematem kadru — zgoda może być potrzebna.

Jest jeszcze jeden wyjątek: jeżeli osoba otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie i nie zastrzegła wyraźnie, że nie zgadza się na publikację, co do zasady nie trzeba osobnego zezwolenia na rozpowszechnianie wizerunku. To nie dotyczy jednak sytuacji, w której klient płaci fotografowi za sesję.

Zdjęcie z tłumu to nie zawsze „zdjęcie tłumu”

Na zdjęciach z biegu miejskiego szeroki kadr startu opowiada o wydarzeniu. Dopiero ciasny portret jednego biegacza przenosi uwagę na konkretną osobę.

Podobnie z koncertem: fala publiczności i światła tworzą klimat, ale gdy wyławiasz z tłumu jedną twarz, to ona staje się bohaterem ujęcia.

Na ulicy przechodnie są elementem miejskiej sceny, lecz zbliżenie przypadkowego człowieka zamienia reportaż w portret.

I to właśnie ta różnica decyduje, czy mówimy o „szczególe całości”, czy o wizerunku wymagającym większej ostrożności.

Dobrym przykładem są zdjęcia z karnawału w Wenecji. Wiele osób zakłada tam kostiumy właśnie po to, żeby dać się fotografować. Pozują, ustawiają się do kadrów, a czasem proszą fotografów o oznaczenie ich profilu w mediach społecznościowych. Jeżeli ktoś sam prosi o oznaczenie, warto zachować taką wiadomość albo komentarz.

Karnawał w Wenecji — osoba w kostiumie pozująca do zdjęcia

To nie znaczy jednak, że każde takie zdjęcie można wykorzystać dowolnie. Jeżeli osoba jest głównym bohaterem portretu, trudno mówić, że jest tylko „szczegółem większej całości”. Z drugiej strony świadome pozowanie w takim kontekście może przemawiać za tym, że zwykła publikacja zdjęcia jako relacji z karnawału, portfolio albo wpisu fotograficznego jest dużo łatwiejsza do obrony.

Granica pojawia się przy reklamie. Zdjęcie osoby w kostiumie opublikowane jako część galerii z karnawału to jedno. To samo zdjęcie użyte w kampanii promującej wycieczkę, warsztaty fotograficzne albo produkt — to już sytuacja, w której zgoda powinna być wyraźna.

A gdzie w tym wszystkim RODO?

Jeżeli osobę na zdjęciu da się zidentyfikować, jej wizerunek może stanowić dane osobowe. Publikacja zdjęcia — wrzucenie go do galerii na stronie, do portfolio albo do mediów społecznościowych — co do zasady będzie wtedy przetwarzaniem danych osobowych.

To nie znaczy, że trzeba zbierać podpisy od każdej osoby, która przypadkiem weszła w kadr. Oznacza to raczej, że przed publikacją warto wiedzieć, po co pokazujesz zdjęcie i na jakiej podstawie możesz to zrobić.

Przy relacji z wydarzenia takim uzasadnieniem może być pokazanie przebiegu imprezy. Przy zdjęciach dla klienta — wykonanie umowy. Przy portfolio — najlepiej wyraźna zgoda albo wyraźne postanowienie w umowie.

Warto też mieć krótką informację o zasadach przetwarzania: kto przetwarza zdjęcia, w jakim celu i na jakiej podstawie, jak długo oraz jakie prawa ma osoba na zdjęciu.

Najważniejsze: wyjątek z prawa autorskiego nie wyłącza RODO.

Co powinien zapamiętać fotograf?

Najprostsza zasada jest taka: im bardziej konkretna osoba jest bohaterem zdjęcia, tym bardziej potrzebujesz zgody albo przynajmniej bardzo dobrego uzasadnienia publikacji.

O samej zgodzie na publikację wizerunku i możliwości jej cofnięcia pisałem już szerzej w osobnym wpisie.

Szeroki kadr z wydarzenia zwykle oznacza mniejsze ryzyko. Ciasny portret przypadkowej osoby — większe. Relacja z imprezy to co innego niż reklama. Portfolio to co innego niż prywatny album.

Prawo nie zabrania fotografowania ludzi, ale wymaga rozsądku. Zanim opublikujesz zdjęcie, sprawdź nie tylko, czy działa wyjątek z prawa autorskiego, ale też czy masz podstawę do wykorzystania wizerunku jako danych osobowych.

Może Cię zainteresować

Pozostaw komentarz